Boże Ciało i jego rzemieślnicze tradycje
Rzemiosło lubelskie, jak nakazuje prastara tradycja, i w tym roku uczestniczyło w procesji Bożego Ciała, wiernie oddając posługi Najświętszemu Sakramentowi.
Kiedyś bywało trochę inaczej, bo i cechy miały inną pozycję w świadomości mieszkańców Lublina. A bywało tak
"(...) Żadne jednak ustawy ani przepisy, choćby najsurowsze, nie zdołają utrzymać w karbach
społeczeństwa, jeśli go nie łączy duch chrześcijańskiej jedności (1). A to właśnie stanowiło
siłę i spójność cechów i rzemieślników. Cech troszczył się o zbawienie owieczek Pańskich,
w związku z czym ordynacje zobowiązywały żyjących jeszcze konfratrów, aby modlili
się w intencji dusz zmarłych i to nie tylko wtedy, kiedy ktoś akurat wziął był umarł, lecz
i w czasie późniejszym, aż po kres dni swoich, by i za nich ich następcy się modlili, jako
i oni czynili wobec poprzedników. Ofiarowano czasami i po sto pacierzy i tyleż samo
zdrowasiek.
Co kwartał majsteria schodziła się na uroczystą mszę świętą, podczas której
każdy w intencji zmarłych piętnaście pacierzy miał odmówić i na ofiarę dać. Jeśli ktoś
zaniedbał temu obowiązkowi, wówczas groziły mu wysokie grzywny. Apogeum posługi
kościelnej uwidaczniało się w święcie Bożego Ciała i oktawie Bożego Ciała. Obecność
była obowiązkowa. Procesja, sunąca majestatycznie miejskimi uliczkami, była wielkim
wydarzeniem nie tylko religijnym dla danej społeczności, ale i towarzyskim, i kulturalnym. Członkowie poszczególnych cechów ubrani w togi, przyozdobieni insygniami,
nieśli świece i chorągwie. To dawało im szansę na zamanifestowanie swojej odrębności
i wyjątkowości, podkreślając jednocześnie ich pozycję społeczną. Kupcy z gildii warszawskiej, odświętnie odziani, po wniesieniu do kościoła Najświętszego Sakramentu,
oddawali na zewnątrz świątyni trzykrotną salwę z muszkietów ku chwale Bożej (2). Na
procesjach Bożego Ciała w Lublinie jawić się musiały cechy korporatywnie i postępować według ustalonego porządku, mianowicie według hierarchii cechowej, a zatem na czele
każdego cechu kroczyli jego przełożeni, następnie szli majstrowie, a za nimi dopiero postępowali czeladnicy. Cechy występowały w procesjach uroczyście, w ordynku i rynsztunku
bojowym, z chorągwiami, berłami, buzdyganami, przy czym majstrowie obowiązani byli
nosić zapalone świece, z tym jednakowoż, że w niektórych cechach, jak np. cechu krawieckim, przepisano z góry, że najmniej ośmiu majstrów musi nosić zapalone świece w czasie
wspomnianych procesji (3). Konfraternie zakazywały także lekceważenia pozostałych świąt
kościelnych. Surowo więc zabraniały wystawiania w święta towaru na sprzedaż, a w wigilię dnia świątecznego obowiązkowo robota miała się kończyć wraz z nieszporami. Gdyby przyłapano jakiegoś majstra na gorącym uczynku, czyli na pracy przy zapalonej świecy
w ową wigilię, zaraz winowajca musiał płacił wosku pół funta do lady. To samo dotyczyło towarzyszy. A kiedy, co już z gruntu się niemożliwe wydaje, cechmistrza złapano na
takim procederze, to już całym funtem musiał się od winy wykupić."
(1) W. Chotkowski, Rzemiosła i cechy krakowskie w XV wieku, Kraków 1891, s. 31
(2) J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1951, s. 56
(3) J. Kamiński, Działalność wychowawcza dawnych cechów lubelskich, Lublin 1939, s. 6


Pozdrawiam cieplutko :) Tego dnia było naprawdę fajnie, super-chruper wyszło i pozdrawiam serdecznie Panią Magdę.
OdpowiedzUsuń