O dzielnym szewczyku Skubie, co Kraków dostojny od złego smoczyska uratował
Czy to bajka, czy nie bajka - trudno dziś dociekać, ale dawno, dawno temu był sobie gród pewien na wzgórzu bogaty, piękny, gdzie rządził władca sprawiedliwy i mądry, bowiem to sam Krak był. Od jego to właśnie imienia gród Krakowem zaczęto nazywać. Do miasta tak wspaniałego przybył pewnego razu szewczyk młody, Skub, który chciał założyć własny warsztat rzemieślniczy. Warsztat oczywiście założył, interes się kręcił, a dni mieszkańcom Krakowa upływały w szczęściu i spokoju. Istna sielanka! Do czasu. Otóż na niebie pojawił się smok! Wredna gadzina zamieszkała w jaskini pod wzgórzem, siejąc w okolicy panikę i strach. Ludność, w obawie o własne życie i dobytek, zaczęła uciekać ze swojego miasta, gdyż smoczysko polowało na bydło, pożerając je niemalże stadami, a apetyt miało wprost wyborny. Kraków pustoszał, podupadał, więc władca zwrócił się do rycerzy, aby gród od złego smoka uratowali. Wielu próbowało, ale bezwzględny gad potrafił ukatrupić każdego w tej jakżeż nierównej walce. Nawet stu śmiałków nie dało mu rady! Smok pożarł rycerzy, mlasnął wdzięcznie i poszedł spać po tak smakowitej przekąsce. Młody szewczyk Skub, widząc, że sytuacja staje się coraz bardziej groźna, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i pozbyć się potwora podstępem. Całą noc pracowicie wywijał dratwą i oto rankiem przed jaskinią smoka wawelskiego stanął baranek. Cóż, pomyślał smok, lepszy baran w paszczy, niż armia rycerzy za murami, więc kłapnął pyskiem i chapnął baranka na śniadanie jednym kęsem. Wówczas nielicznych już mieszkańców Krakowa dobiegł ogłuszający ryk! Smok, bestia piekielna, ze świstem skrzydeł wylądował na brzegu Wisły i zaczął czym prędzej żłopać wodę z rzeki. Pił, pił, pił i pił, pił, jakby chciał ugasić jakiś wielki ogień, a zaiste pożoga trawiła jego trzewia, bowiem przemyślny szewczyk w skórze baranka zaszył całe pokłady siarki! Gadzina nie mogła opanować pożaru i piła dotąd, aż pękła.
Tak to właśnie dzielny Skub od złego smoczyska wybawił Kraków, za co, a jakżeżby inaczej!, dostał pół królestwa i królewnę za żonę. Jak można śmiało wnioskować z tej legendy, warto zostać szewcem, bowiem to świetlana przyszłość, kariera jak u Rockefellera, od szewca do króla.

Komentarze
Prześlij komentarz