Herostrates - czyli rzecz o szewcu piromanie
Dawno, dawno temu, bo lat przeszło dwa tysiące i jeszcze kilka stuleci, około roku 580 p.n.e., w dalekim Efezie, jednym z dwunastu miast jońskich w Azji Mniejszej, dwóch śmiałych architektów – Chersifron z Knossos i jego syn Metagenes – na zlecenie króla Krezusa rozpoczęło wznoszenie świątyni ku czci bogini Artemidy. Artemizjon, gdyż tak budowlę tę nazywano, zbudowano we wczesnym stylu jońskim, wyróżniającym się już smukłością kształtów, chociaż nadal trzymającym się ścisłych reguł projektowania, o wiele bardziej rygorystycznych niż w przypadku stylu doryckiego, a przecież do dziś zachwycamy się rastrowym rozplanowaniem i niewymuszoną lekkością kompozycji, będącą finałem greckiego dążenia do doskonałości. Świątynię budowano z pietyzmem, używając najszlachetniejszych materiałów – marmuru i libańskiego cedru. Piękno jej nie tylko zachwycało, ale i zadziwiało, gdyż Artemizjon wyróżniał się nieparzystą liczbą kolumn (117) o wysokości 19 metrów, z których 36 pokryto u dołu reliefami, o czym wspomina Pliniusz w swojej „Historii naturalnej”, a potwierdzają to badania archeologiczne. Był to zatem piąty z siedmiu cudów świata starożytnego – obok posągu Heliosa (Kolosa Rodyjskiego), piramid egipskich czy wiszących ogrodów Semiramidy.
Jednakże ta perła architektury, te wszystkie ornamenty, płaskorzeźby, plecionki, meandry, spirale, lesbijski kimation i palmety przetrwały zaledwie 200 lat, do roku 356 p.n.e., do nocy, podczas której na świat przyszedł Aleksander Macedoński, zwany przez potomnych Wielkim. Tej nocy letniej, a gorącej (z 19 na 20 lipca) nie tylko narodził się bohater wielce ludzkości zasłużony, ale na scenie pojawił się i antybohater, którego imię przeklęte jest po wsze czasy przez archeologów, wielbicieli sztuki czy architektów. Otóż tej nocy sławetnej, jak głosi legenda, zacny dotąd Herostrates na trwałe zapisał się na kartach historii. Sławę postanowił zdobyć poprzez popełnienie zbrodni i zbrodnię tę popełnił, bowiem Herostrates zamordował świątynię. Owładnięty obsesją zyskania wiecznej sławy podpalił Artemizjon. Za swój czyn niecny i zbrodniczy został skazany na śmierć i zapomnienie – damnatio memoriae, gdyż pobudki działań tego przestępcy uznano za wyjątkowo obrzydliwe, podłe i karygodne. Jednakże przewrotność losu i przeraźliwy chichot historii dały o sobie znać, bo nikt nie pamięta, kto świątynię wznosił, a wszyscy znają imię Herostratesa. Co ma podpalacz do rzemiosła? Ano, ten pierwszy w dziejach znany z imienia piroman był szewcem, a szewc to zawód rzemieślniczy, jakże przecież potrzebny i poważany...

Komentarze
Prześlij komentarz