Disce puer rzemiosło, ego te faciam mości panie!

Uczeń – uczennik, chłopiec, discipulus, iuvenis, tyro, niekiedy famulus, Lehrjunge, Lehrknaber, Jüngling – musiał się kształcić u odpowiedniego mistrza, bo nie każdy majster mógł sobie, ot tak, wziąć chłopca do terminu. Przede wszystkim majster był zobowiązany należeć do cechu. Gdyby młodzieniec, nie daj Boże!, trafił do takiego szturarza, byłby to czas stracony, gdyż w momencie, kiedy chciałby zostać towarzyszem, to musiałby trud nauki podjąć od nowa. Wynikało to nie tylko z istnienia samego przymusu cechowego (obowiązku zrzeszania się), ale również z tego, że partacze byli po prostu niedouczonymi towarzyszami (lub też wyrzuconymi z bractwa mistrzami) i „partolili” robotę, nie dając gwarancji, że potrafią porządnie młodego człowieka nauczyć, skoro sami biegli do końca w zawodzie nie byli. Ale nawet nie wszyscy mistrzowie cechowi mogli dostąpić zaszczytu brania uczniów w naukę. Nauczycielem i przewodnikiem po arkanach danego fachu mógł być jedynie doświadczony majster, mogący unieść na swoich barkach trud nauczania. Nie tylko obligatoryjnie musiał być członkiem cechu, ale i posiadać warsztat, czyli miał obowiązek spełniać materialne przesłanki, a nierzadko wymagano od niego odpowiedniego stażu w rzemiośle jako mistrza. 
Młodzieniaszek, który zgłaszał się na naukę, miał w pierwszej kolejności przedstawić świadectwo prawego pochodzenia. Wymóg prawego pochodzenia został usankcjonowany w statutach cechowych mniej więcej w połowie XVI wieku. Zwyczaj ten jednakże istniał już daleko wcześniej, a dotyczył też wędrownych towarzyszy, którzy starali się o zdobycie mistrzostwa. Prawego pochodzenia można było dowodzić poprzez okazanie tzw. listu urodzenia (listu urodzaju – litterae genealogiae, legitimi ortus, litterae testimoniales)

Komentarze